Przynajmniej raz w życiu każdemu zdarzyło się odczuwać niepokój lub rodzący się bunt z powodu wyboru, jaki zmuszony jest dokonać. Dlaczego? Ponieważ wybór jest tylko pozorny. Dostępne opcje są nie zadowalające lub po prostu nie ma w czym wybierać. Z takim problemem zderzyła się Dziwożona, bohaterka pisanej prozą baśni pod tytułem „Podlasiak” ze zbioru „Klechdy polskie” Bolesława Leśmiana znanego przede wszystkim, jako poeta, autor wiersza „W malinowym chruśniaku”. Z takim też problemem Polacy borykają się przed każdymi wyborami parlamentarnymi, prezydenckimi, czy każdymi innymi. Stwierdzają, nie ma odpowiedniego kandydata, więc zagłosujemy na „mniejsze zło”. Nie zawsze tak jest i nie zawsze tak musi być.

Jak postąpić, gdy oferuje się nam wybór, którego rzeczywiście nie mamy? Oto jest pytanie. Można pójść w ślady Dziwożony i w ogóle nie iść na wybory lub oddać głos nieważny. Nie oznacza to, że w tekście tym zachęcam do bierności politycznej. Jeśli do czegoś zachęcam, to jedynie do zastanowienia nad sytuacją rusałki i częstokroć własnej, a także do przeczytania krótkiej, a jakże urzekającej klechdy Leśmiana.

Fabuła opiera się na tym, że tytułowy Podlasiak, upiór będący wcześniej drzewem przykutym do miejsca i do własnego milczenia, zanim uleciałby w powietrze na wieki po niefortunnym wielkim susie, zapragnął posiąść coś najcenniejszego. Namówił do tego napotkany duet, kulawego z jednorękim. W Podlasiaku, a także w spotkanych kompanach odezwała się potrzeba pocałowania jakiejś dziewczyny. Czytamy: „Wiem czego nam brak! – zawołał, uderzając się dłonią w czoło. Oczy obydwu przyjaciół zwróciły się ku niemu. Łaskawie przyjął ich spojrzenia i wyprostował się uroczyście. Wiedział. Przez okamgnienie zdawał się upajać zdobytą nagle wiedzą. – Pocałunku nam brak, pocałunku! – zakrzyknął wreszcie w echa leśne i dłonią potrząsnął w powietrzu, jakby komuś znak umówiony na odległość podawał.”

Razem z kulawym i jednorękim Podlasiak wybrał kandydatkę urodą im podobną, gdyż trzej kompani spodziewali się, że żadna inna ich nie zechce. Założył, że wystarczy czegoś chcieć, by mieć do tego prawo. Dziewczyna została uprzedmiotowiona, była im potrzebna tylko ze względu na swoje usta, które mogły całować i płeć odmienną od płci bohaterów. (Bo przecież, gdyby płeć nie była istotna, upragniony pocałunek mogliby sprawić sobie nawzajem.) Dziwożona została sprowadzona do swojej seksualności, do zachcianki, Schopenhauerowskiego chcenia, którego zresztą nie sposób zaspokoić.

Trzech przyjaciół złapało rusałkę do wora i naradzali się. Wpadali nawet na pomysł by oślepić ją tak, by ta nie widziała, jak wyglądają. Jawnie manifestowali obojętność wobec uczuć dziewczyny. Słowa te: „Niech sprawdza! – zaprzeczył odważnie Podlasiak. – Chcę właśnie, aby mnie sprawdziła i mimo to sprawdzonemu od stóp do głów przyznała prawo otrzymania pocałunku!” niekoniecznie są przejawem akceptacji samorządności i autonomii Dziwożony, od której oczekiwano pocałunku. Taki przejaw chęci bycia docenionym, przejaw skrupułów, że nie chce brać siłą, że lepiej wcześniej po rycersku zapytać o zgodę, ujmuje, a jednocześnie mydli nam oczy, gdyż rzeczywiście zaczynamy myśleć, że rusałka miała prawdziwy wybór. Jednak, gdy Podlasiak wypowiada te słowa do uwięzionej w worku, sytuacja ulega zmianie: „My nie z przymusem, lecz z prośbą! – ciągnął dalej Podlasiak, potwierdzając wobec wora szczerość tych słów za pomocą długiego nacisku dłonią swej własnej piersi. I o co z prośbą? O pocałunek! Nie zaznaliśmy dotąd ani jednego! Nie zdarzył się, nie przytrafił! Pocałunku nam chce się, pocałunku! Jednemu tylko z nas warg na okamgnienie użycz! Wybór wolny masz! Palcem jeno wskażesz, albo i brwią skiniesz na wybrańca!” Od razu ciśnie się na usta pytanie: A co ja jestem? Pomoc społeczna, która użycza swoje usta wszystkich, którym się zechce?

Dziewczyna ewidentnie nie jest zadowolona z takiego wyboru, jaki jej zaoferowano. Zauważa, że jest on tylko pozorny, ponieważ, mimo tego, że nie musi całować wszystkich nie może całkowicie uniknąć pocałunku. Musi wybrać jednego, a każdy jest tej samej struktury. Każdy jest zdeformowany. Jeden nie ma ręki, drugi nogi, a trzeci ma sęk na twarzy i jest upiorem. Posiadać prawdziwy wybór to również możliwość zrezygnowania z dostępnych opcji. Tu zaś trzy opcje są w istocie jedną możliwością. Dlatego Dziwożona wymyka się bohaterom i ucieka do lasu.

Wracając do napomknięcia z początku tekstu, można iść w ślady bohaterki klechdy „Podlasiak” Bolesława Leśmiana i nie głosować, jednak wydaje się, że lepiej byłoby, gdyby możliwości wyboru podniosły swoją jakość, zostały zróżnicowane. Ale jak zrobić, by jednorękiemu wyrosła ręka?