Jabłko Mięta

wszystko, co nas interesuje!

O wszystkim

Najpierw kariera, potem dziecko, a może mama robi karierę?

Decyzje, które mają zaważyć na przyszłym życiu nigdy nie są łatwe. Los układa się zawsze jakoś tak dziwnie, że w przeciągu kilku chwil mamy uznać, co dla nas jest najlepsze. Niedojrzali, pełni jeszcze młodzieńczych zachowań maturzyści mają natychmiast stwierdzić, co chcą studiować, tym samym w jakimś stopniu „gotując” sobie przyszłość. Podobna sytuacja ma miejsce wtedy, gdy młodzi ludzie stają przed dwoma szansami – założenia szczęśliwej rodziny albo zrobienia kariery zawodowej. Niestety, wybory niektórych z nas nigdy nie są łatwe. Niektórych, w sensie kobiet.

Społeczeństwo polskie, jak zresztą wiele społeczeństw Europy Wschodniej, jest zgodne – małżeństwo i dziecko jest przeznaczeniem kobiety. O ile jednak to pierwsze nie musi wcale przekreślać szans na pozycję i stanowisko w korporacji (a wręcz może ją zwiększyć, nie od dziś wiadomo, że ludzie pozostający w związkach małżeńskich bywają znacznie wartościowszą inwestycją dla wielu firm), o tyle dziecko może już znacznie utrudnić kobiecie szansę na sukces zawodowy. Czy aby na pewno? Czy problemy z terminowością prac pracownicy matki, jej punktualnością czy dyspozycyjnością są faktem, czy może wygodną wymówką dla tych, którym nie w smak jest kobieta – matka?

Bądźmy jednak szczerzy i nieco rozgrzeszmy niedobrych pracodawców, którzy nie lubią ciężarnych pracownic lub pracownic matek – taka kobieta z pewnością nie jest tak „wydajna” jak pracownica bezdzietna. Z pewnością bezdzietną można wysyłać na delegacje i wyjazdy służbowe bez ryzyka i wymówek w stylu „dziecko ma występy w przedszkolu, muszę na nich być”. Na pewno również pracownica w pełni oddana pracy nie zajdzie w ciążę, tym samym narażając firmę na problemy z wypłacalnością, na problemy w szukaniu zastępstwa etc. Czyli jednym słowem, na pracownicy wolnej firma tylko zyskuje. A na pracownicy ciężarnej lub z dzieckiem  tylko traci?

To uproszczenie zastosowane powyżej wskazuje tylko dobitnie na to, jak bardzo kuleje w Polsce (tak mocno okrzykiwany) system polityki prorodzinnej. Pracodawcy boją się zatrudniać kobiet, bo boją się ich ciąż, dzieci, które chorują i występują w przedszkolach etc. Ale czy na pewno ów strach jest właściwy? Czy faktycznie z kobietami z dzieckiem jest taki kłopot?

Wydaje mi się, że nie i że znów wszystko wraca do wspólnego mianownika, czyli do kwestii charakteru kobiety. Nie jest bowiem tajemnicą, że kobiety są z natury rzeczy znacznie lepiej zorganizowane od mężczyzn – wielozadaniowość kobiet jest zwyczajnie cechą płci, z którą nie sposób się nie zgadzać. Mężczyzna nie umie jednocześnie doglądać dziecka, czytać informacje w Internecie, zerkać na gotujący się obiad i dawać karmę kotu do miski. Kobieta tak. Dodatkowo jeszcze, umiejętności te wzrastają o całe sto procent, kiedy kobieta staje się matką.

Jej umysł potrafi wtedy nauczyć się wielu więcej rzeczy aniżeli zanim urodziła dziecko – można powiedzieć, że wtedy dopiero z „baby” wychodzi „niemiecki organizator”:-) To może wydawać się zabawne, ale de facto zabawne nie jest. Liczne badania wykonywane na kobietach matkach i kobietach „niematkach” (oczywiście przez naukowców amerykańskich z Massachussetts ) wykazały, że bycie mamą wzmaga u kobiet wiele emocji i wiele zachowań, mających na celu ochronę i poprawę bytu jej dziecka. A przecież, logicznie rzecz ujmując, poprawa bytu dziecka ma wiele wspólnego z finansami matki (czyli jednak kariera), więc bardzo często zadania powierzone pracownicy matce zostaną wykonane wręcz perfekcyjnie, w przeciwieństwie do pozostałych pracowników.

Nie chcę przez to powiedzieć, że pracownicy i pracownice pozostający bezdzietni, nie mogą właściwie i z oddaniem wykonywać swych obowiązków zawodowych, ale jednak bolączką wielu społeczeństw jest niewłaściwy sposób traktowania pracownic matek, które muszą wykonać czasem nadludzki wysiłek, by udowodnić wszystkim dookoła, że dziecko nie jest przeszkodą w pracy. Tylko po co? Czemu ma służyć takie sprawdzanie? Takie „zarzucanie niekompetencji” Na pewno nie ma to wiele wspólnego z prorodzinnym systemem ani z właściwym, względem pracownic – matek postępowaniem.

A może dyktowane jest ono strachem, że jednak pracownica matka okaże się lepsza od całego szeregu tych, co nie mając dzieci, dbają tylko o swój czubek nosa?

Powyższy felieton dedykuję Karolinie M. – wspaniałej Mamie i doskonałej Pracownicy.

Leave a Reply

Theme by Anders Norén