Jabłko Mięta

wszystko, co nas interesuje!

Zbiór diet

Dieta kopenhaska – spór. Poznaj zalety i wady tejże diety.

Dieta kopenhaska, zwana także szwedzką, czy trzynastodniową (ze względu na czas jej trwania) to szybki i stosunkowo tani sposób na zdobycie idealnej sylwetki. Tak przynajmniej twierdzą jej zwolennicy. Jej stosowanie przynosić ma spektakularne efekty, zapewniają, bez żadnych szkód dla zdrowia, skutków ubocznych, czy, po zakończeniu diety, znienawidzonego przez wszystkie walczące z nadmiarem kilogramów kobiety- efektu jojo. Ale nie wszyscy są do niej tak pozytywnie nastawieni. Rzesze dietetyków, lekarzy, czy bywalców forów internetowych dotyczących odchudzania, zdecydowanie odradzają przechodzenie przez tę, jak mówią, prawie dwutygodniową katorgę. Twierdzą, że kilogramy może i stracimy, ale kosztem osłabienia organizmu, problemów z koncentracją oraz ryzyka wilczego apetytu dnia czternastego, piętnastego, szesnastego i tak dalej, aż do powrotu wszystkich utraconych wcześniej kilogramów. Każdy, kto kiedykolwiek czytał wypowiedzi internautów dotyczące diety kopenhaskiej, spotkał się, przynajmniej raz, z informacją, że kilogramów, po zakończeniu diety, wraca więcej niż podczas niej ubyło. Polemizują z tym stanowiskiem inni internauci, którzy twierdzą, że dieta kopenhaska tak rozkręca metabolizm, że przez kolejne dwa lata nie ma się z utrzymaniem pożądanej wagi żadnych problemów. Kto ma rację? Czy dieta kopenhaska tak naprawdę działa? Czy warto zagryźć zęby (czy może raczej, nabrać wody w usta, bo to jedyne, co wolno „przegryzać” między posiłkami,  i przestać wtedy marudzić, że w brzuchu burczy, a wszyscy dookoła zajadają się pączkami) i wytrwać? Czy każdy może stosować dietę kopenhaską? Jak z niej wyjść? Jak po jej zakończeniu nie przytyć? Czy jest niebezpieczna? Jeśli tak, dlaczego? Na te podstawowe, nurtujące pytania, odpowiedzi znajdziecie w tym artykule.

Zacząć należałoby od tego, jak dieta kopenhaska wygląda, tj. od proponowanego przez jej twórców jadłospisu. To ważne, bo, żeby przyniosła pożądane efekty, należy przestrzegać jej bardzo rygorystycznie. Nie jest to łatwe, bo wartość kaloryczna przewidzianych posiłków waha się między 500, a 900 kalorii. Zdaje się również, że produkty, z których mają pochodzić, niekoniecznie będą wszystkim odpowiadać. Przestrzeganie godzin posiłków może stać się problemem dla ludzi zapracowanych, czy też, wręcz przeciwnie, dla śpiochów, którzy wstają późno, a wg zaleceń diety, swój dzień powinni zacząć od śniadania o godzinie 7.00. Lunch, który trzeba zjeść między 12.00, a 14.00 dla niektórych z nich byłby może dopiero śniadaniem. Kolacja o godzinie 18.00 to typowy element każdej diety. Zalecenie to wynika stąd, że najlepiej jest jadać ostatni posiłek najpóźniej dwie godziny przed snem, by nie obciążać układu pokarmowego oraz, by wszystko, co zjedzone, zostało nie tylko strawione, ale również spalone.

Jadłospis na 13 dni przedstawia się następująco:

Dzień 1, 8
Śniadanie- 1 filiżanka czarnej kawy z kostką cukru
Lunch- 2 jajka ugotowane na twardo, szklanka/ pół paczki szpinaku lub brokułów, 1 średni pomidor
Kolacja- 200g wołowiny (befsztyk) lub piersi z kurczaka, sałata z oliwa z oliwek i sokiem z cytryny

Dzień 2, 9
Śniadanie- 1 filiżanka czarnej kawy z kostka cukru
Lunch- 200 g wołowiny (befsztyk) lub piersi z kurczaka, sałata z oliwą z oliwek i sokiem z cytryny, 1 surowy owoc
Kolacja- 100g chudej szynki, ok. 2/3 szklanki jogurtu naturalnego

Dzień 3, 10
Śniadanie- 1 filiżanka czarnej kawy z kostką cukru, 1 grzanka
Lunch- szklanka/ pół paczki gotowanego szpinaku lub brokułów, 1 pomidor, 1 surowy owoc
Kolacja- 2 jajka ugotowane na twardo, 100g chudej szynki, sałata z oliwa z oliwek i sokiem z cytryny

Dzień 4, 11
Śniadanie- 1 filiżanka kawy z kostka cukru
Lunch- 1 jajko ugotowane na twardo, 1 duża marchewka, 100- 150 g serka wiejskiego bez dodatków
Kolacja- pół szklanki kompotu z owoców (ugotowane owoce zjadamy), 2/3 szkalnki jogurtu naturalnego

Dzień 5, 12
Śniadanie- duża starta marchewka z sokiem z cytryny
Lunch- 300 g ugotowanej chudej ryby, z sokiem z cytryny. Dozwolona jest również usmażona, ale bez tłuszczu
Kolacja- 200 g wołowiny (befsztyk) lub piersi z kurczaka, sałata, 6- 8 różyczek ugotowanego brokułów

Dzień 6, 13
Śniadanie- 1 filiżanka czarnej kawy z kostką cukru, 1 mała grzanka
Lunch- duszona pierś z kurczaka bez skóry (ok. 200g), sałata z oliwą z oliwek i sokiem z cytryny
Kolacja- 2 jajka ugotowane na twardo, 1 duża starta marchewka

Dzień 7
Śniadanie- 1 filiżanka zielonej herbaty, koniecznie bez cukru
Lunch- 150g grillowanego lub upieczonego w piekarniku kurczaka, 1 świeży owoc
Nie ma kolacji

Jakich argumentów dotyczących jadłospisu diety kopenhaskiej używają jej przeciwnicy? Co jest z powyższym planem nie w porządku? Po pierwsze, nieufność budzi zastraszająco mała wartość kaloryczna posiłków. Problem nie leży tylko w tym, jak w ogóle utrzymać swój głód w ryzach jedząc tak mało. Poważniejszymi skutkami ubocznymi tej prawie-głodówki będzie najprawdopodobniej osłabiona koncentracja, zawroty głowy, a w szerszej perspektywie kłopoty zdrowotne, jak np. ogólne osłabienie organizmu, czy niedobory witamin. Kilogramy będą spadać (podobno można, podczas jej stosowania, stracić nawet 20 kg!), ale raczej nie będzie to tłuszcz. Organizm w pierwszej kolejności pozbędzie się wody, potem stracimy część tkanki mięśniowej, bo tłuszcz, jako podstawowe zapasy energii na przyszłość, będzie strzeżony jak oka w głowie. Organizm nie wie, że za kilkanaście dni będzie już dostawał to, czego mu potrzeba. Na wszelki wypadek spowalnia działanie wszystkich układów, by jak najwięcej kalorii zaoszczędzić, a te, które potrzebuje, będzie pobierał z tkanek, które nie są mu aż tak bardzo potrzebne, by przetrwać, jak tłuszczu. Tak właśnie obrazowo można opisać często wspominany w wielu serwisach internetowych, czy książkach „tryb głodówkowy”. Niesie on za sobą kolejne, poważne konsekwencje. Spowolniony metabolizm nie wróci do swego poprzedniego trybu zaraz po zakończeniu diety, ale zostanie taki przez pewien czas. Wolny metabolizm to automatycznie mniejsze zapotrzebowanie kaloryczne, więc wracając do normalnego odżywiania, nawet w ramach zapotrzebowania wyliczanego przez kalkulatory, od razu mamy mniejszą, lub większą (to zależy od jednostkowej sytuacji) kaloryczną nadwyżkę. Co się z nią dzieje? Odłoży się, ale już nie jako mięśnie, które zostały utracone, ale właśnie jako niechciany tłuszcz, bo przecież, może zaraz znowu będziemy głodować.

Problemem jest też fakt, że dieta kopenhaska nie jest dobrze zbilansowana. Cóż, niejeden powie, że to nic dziwnego, bo przy takich dawkach pokarmów, nie da się jej po prostu zbilansować. Jest w tym wiele prawdy. Zacznijmy od węglowodanów. Często eliminuje się je z diet odchudzających, wielu twierdzi, że błędnie. Z tym można polemizować, ale, fakt faktem, kostka białego cukru nie ma zbyt wielu kalorii, ale nie jest zbyt zdrowym rozwiązaniem, nie tylko na początek dnia, ale tez w ogóle. 40 kalorii, których dostarcza nie ma w sobie tak naprawdę nic, poza smakiem. 40 kalorii to np. 300g zielonego ogórka, prawie 250 g pomidorów, czy 150 g truskawek. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem zdaje się być przyjęcie ich z tego typu produktów. 4 razy w ciągu tych 13 dni, na śniadanie powinno zjeść się też grzankę. Nikt nie dodaje już, czy ma to być grzanka pełnoziarnista, czy tez nie. Prawdopodobnie wielu z nas wybierze białe pieczywo, a to oznacza kolejne puste kalorie, skok cukru we krwi, a potem jeszcze większy głód. Zdrowymi węglowodanami są w tej diecie tylko warzywa, których jest jednak zdecydowanie za mało (zaleca się spożywanie 5 porcji warzyw dziennie; dieta kopenhaska przewiduje tylko 3 posiłki i nie we wszystkich są warzywa). Stąd niedobory witamin, głód oraz niedobór błonnika, który może prowadzić do zaparć.

Jeśli chodzi o białko, jego również jest w diecie kopenhaskiej za mało. Dzienne zapotrzebowanie na białko to ok. 1- 1.5g/ kg masy ciała, a podczas diet odchudzających nawet 2g/ kg. Podczas redukcji białko jest bardzo ważne, bo zapobiega utracie mięśni, o której już wspominałam. 200 g chudego mięsa daje tylko 40 g białka, czyli jest to dawka dla osoby ważącej 20- 30 kg (!)

Zastrzeżenia budzi też śniadaniowa kawa, która jest prawdopodobnie jedynym źródłem energii podczas diety kopenhaskiej. Nie każdy jednak kawę lubi, czy może pić, a żaden zamiennik nie jest proponowany. Niektórzy też nie zgadzają się z propozycją jedzenia owoców w godzinach popołudniowych, gdyż, mimo, że są zdrowe, są też źródłem cukrów prostych, a dokładniej- fruktozy. Fruktoza ma niski indeks glikemiczny, ale jest przecież i tak cukrem.
Podczas diety kopenhaskiej zabrania się dodawania soli do posiłków, co jest rozwiązaniem bardzo korzystnym dla zdrowia, ale niektórzy doszukują się w nim pewnego rodzaju manipulacji, bo odstawiając sól i pijąc dużo wody, to właśnie wodę będziemy tracić, co wpłynie na ubytek kilogramów i spowoduje efekt psychologiczny, tj. wrażenie chudnięcia, bo przecież waga pokazuje coraz mniej, ale z prawdziwym odchudzaniem nie będzie to miało wiele wspólnego.

Nowe zarzuty pojawiają się jeden po drugim, ale kolejni ochotnicy ciągle podejmują się przejścia na dietę kopenhaską. Może nie taki diabeł straszny jak go malują?

Zwolennicy diety kopenhaskiej twierdzą, że efektowi jojo można zapobiec dzięki swemu samozaparciu. Dodając, tydzień po tygodniu, po 100 kalorii do dziennego menu (tzn. w pierwszym tygodniu jemy 1000 kcal, w kolejnym 1100 itd.; mechanizm taki sam jak po zakończeniu diety obcinającej kalorie). Ma to budować zdrowe nawyki żywieniowe, bo uczymy się wybierać niskokaloryczne, zdrowe produkty. Uczy też kontroli nad apetytem i nie ulegania zachciankom. Niedobory witamin można uzupełniać suplementami, a głód zabijać piciem wody, co przy okazji pomoże odtruć organizm. Na ewentualne zaparcia pomoże błonnik w tabletkach.

Zastanawiać się też można nad zawartością składników pokarmowych. Czy dieta kopenhaska jest naprawdę aż tak źle zbilansowana? Zawarte są w niej węglowodany (zarówno te zdrowe jak i niezdrowe, ale przecież na nie też każdy, od czasu do czasu, sobie pozwala), białko (bo przecież jemy mięso i jaja) i tłuszcze, co ważne, te zdrowe tłuszcze, jak oliwa z oliwek. Jest więc w niej wszystko, czego potrzebujemy, tylko, że w mniejszych dawkach, które trzeba potem po prostu stopniowo zwiększać zachowując zaproponowane proporcje. Metabolizm nie zdąży spowolnić się przez 2 tygodnie, mówią zwolennicy diety kopenhaskiej, ale żołądek się na pewno obkurczy, co ułatwi dalsze odchudzanie. Dieta kopenhaska może być więc wspaniałym wstępem do dalszej walki z nadmiarem kilogramów. Nie tylko może, ale i jest, bo przecież racje żywieniowe przewidziane na okres wychodzenia z diety, to dalej dieta odchudzająca o obniżonej wartości kalorycznej.

I tak spór toczy się dalej i prawdopodobnie nigdy się nie skończy. Doświadczenia odchudzających się, jak i wyniki badań naukowców zajmujących się odżywianiem, często są ze sobą sprzeczne, a my gubimy się w gąszczu serwowanych przez media, Internet i znajomych informacji. Z niektórymi faktami nie da się jednak polemizować. Dieta kopenhaska jest dietą niskokaloryczną i nie każdy jest w stanie się jej podjąć. Wymaga wiele samozaparcia i wytrwałości nie tylko w jej trakcie, ale również po jej zakończeniu. Powoduje spadek wagi, niezależnie od tego, czym będzie on spowodowany. Czy warto podejmować się tak wielkiego wyzwania? Decyzja należy do każdego indywidualnie. Warto jednak rozpatrzeć wszystkie za i przeciw oraz skonsultować się wcześniej z lekarzem. Jeśli wyrazi na to zgodę nie znajdując żadnych przeciwwskazań medycznych, czemu nie? Musimy pamiętać, że każdy z nas jest inny, nie tylko jeśli chodzi o charakter, upodobania, czy silną wolę, ale też o funkcjonowanie organizmu. To, co pomoże naszej znajomej, czy sąsiadce, niekoniecznie będzie dobre dla nas. Nie należy bezgranicznie wierzyć temu, co mówią o danym sposobie odżywiania inni. Kierujmy się swoja własną wiedzą, intuicją i znajomością naszego ciała i psychiki. Decyzja o zmianie stylu życia na zdrowszy jest zawsze dobrą decyzją, ale, jeśli sposób na tę zmianę nie jest do końca przemyślany, może bardzo źle się skończyć.

Podsumowując, można powiedzieć, że nie da się jednoznacznie stwierdzić, czy dieta kopenhaska jest sensownym rozwiązaniem problemu z nadwagą, czy nie. Dla jednych będzie odpowiednia, inni powinni poszukać rozwiązań innego typu. Tak jak zawsze, liczy się przede wszystkim świadomość i zdrowy rozsądek, bo zdrowia nigdy nie należy bagatelizować.

1 Comment

  1. Tworzy się coraz to nowsze diety aby oszukiwać ludzi, że baz zmiany trybu życia da się schudnąć odpowiedź brzmi nie.Tycie to naturalny proces pozbywania się toksyn. Jedzenie normalne powoduje, że nasz organizm nie musi tyć. Normalne jedzenie to takie nieprzetworzone wszystko w naturalnej formie. Człowiek jest jedynym stworzeniem na świecie, który przetwarza jedzenie i gotuje.Żadne inne stworzenie na ziemi nie gotuje:)

Leave a Reply

Theme by Anders Norén